O mnie

Galicja to kraina moich przodków. Zawsze poznawana z daleka, bo tylko w trakcie wyjazdów do dziadków, i całe dziesięciolecia po tym jak zniknęła z map. Tę Galicję z dzieciństwa zaludniały dziwaczne stwory, jak trybuchy zatracone, psiajuchy czy tygrysy pierońskie. Ciasto piekło się w bratrurze, a do wiercenia używało się bormaszyny. Nie należało wychodzić elegancko ubranym na deszcz, bo można było się wyniszczyć. Nad tym wszystkim zaś unosiła się dyskretna aura austriackiego gadania.

Te urywki Galicji, które udało mi się poznać i zachować, pokazuję tu.

austriackiegadanie@gmail.com

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to:
close-alt close collapse comment ellipsis expand gallery heart lock menu next pinned previous reply search share star