Szewskie kopyto

Za domem dziadków stoi niewielki budynek. Babcia mówiła o nim – komórka. Dziadek nie pozwalał mówić inaczej niż – garaż. W mrocznym wnętrzu oświetlonym jedną żarówką zapalaną obrotowym włącznikiem wciąż unosi się zapach smaru. Szuflady zabytkowego biurka są zawalone narzędziami, do blatu przytwierdzone jest imadło. Garaż mierzy jakieś trzy na dwa metry, a jedynym pojazdem wewnątrz jest niebieski rower Wigry III, na którym dziadek wyruszał czasem w dalsze trasy do miasta. Najprostszy sposób, żeby poczuć się z powrotem jak w dzieciństwie, to zaszyć się w garażu i pobuszować po dziadkowych szufladach.

W garażu dziadek naprawiał różne drobiazgi, w tym – buty. Sam nie był wprawdzie szewcem, ale był nim jego ukochany dziadek, Michał Wojnarowicz. Urodził się w Przeworsku w 1862, ale przynajmniej od lat 90. XIX wieku mieszkał i pracował w Łańcucie.

Prapradziadek Michał Wojnarowicz, około 1935.

Jeśli się dobrze zastanowić to w domu dziadków było sporo szewskich akcentów, w tym najostrzejszy nóż, którego pod żadnym pozorem nie mogliśmy jako dzieci dotykać, a o którym dziadek zawsze mówił – szewski nóż.

Z ciekawości, po śmierci dziadka długo szukałem szewskiego noża – niestety bezskutecznie. Jako pamiątkę zabrałem za to z garażu szewskie kopyto. Nie mam pewności, bo nie ma już kogo o to spytać, ale mam wielką nadzieję, że kopyto stojące teraz na mojej półce, pamięta jeszcze prapradziadka Michała Wojnarowicza.

One reply to “Szewskie kopyto

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to:
close-alt close collapse comment ellipsis expand gallery heart lock menu next pinned previous reply search share star